Od Ljubljany po Triest — Cztery klasy na styku kultur
Są takie wycieczki, po których w galerii telefonu zostaje kilkaset zdjęć, a człowiek i tak ma wrażenie, że żadne z nich nie oddaje tego, co naprawdę zobaczył. Tak właśnie wyglądały trzy dni spędzone przez klasy 3J i 3E oraz uczniów klas 1C, 1H i 2A w Słowenii oraz we Włoszech.
Po trzynastogodzinnej podróży pierwszym przystankiem była Ljubljana — miasto, które zamiast wielkomiejskiego chaosu oferuje mosty nad Ljubljanicą, architekturę Jožego Plečnika i atmosferę miejsca, w którym Europa Środkowa spotyka Bałkany. Przewodnicy przypominali, że jeszcze nie tak dawno Słowenia była częścią Jugosławii, a dziś Ljubljana uchodzi za jedną z najbardziej uporządkowanych i zielonych stolic Europy.
Kilka godzin później klimat zmienił się całkowicie. Triest przywitał grupę Adriatykiem, rzędami żaglówek i nadmorską promenadą skąpaną w słońcu. Dawny port monarchii Habsburgów przez lata był jednym z najważniejszych okien Europy Środkowej na świat, a ślady austro-węgierskiej historii widać tam do dziś niemal na każdym kroku. Zwiedzanie zamku pozwoliło spojrzeć na miasto również z perspektywy jego burzliwej historii i znaczenia strategicznego nad Adriatykiem. Wieczorem uczestnicy odpoczywali nad Zatoką Triesteńską, która bardziej przypominała kadr z włoskiego filmu niż zakończenie szkolnego dnia.
Drugi dzień należał do Piranu i Adriatyku. Niewielkie miasto, przez stulecia związane z Republiką Wenecką, do dziś zachowało wenecki układ ulic i charakterystyczną architekturę. Spacerując kamiennymi uliczkami, łatwo było zapomnieć, że to nadal Słowenia. Największe emocje przyniósł jednak rejs statkiem w okolicach granicy słoweńsko-włosko-chorwackiej. Przy idealnej pogodzie Adriatyk wyglądał niemal nierealnie, a dodatkową atrakcją okazały się delfiny pojawiające się obok statku.

